Synoptycy krzyczą o tym, że powinnam widzieć na termometrze 37 stopni, ba nawet 38, natomiast mój, wiszący na oknie w kuchni, wskazuje 24. Dodatkowo, nie widzę błękitu nieba. Nie to, żebym się skarżyła, bo przy powrocie do pracy, takie upały nie są wskazane, ale fajnie byłoby gdzieś w niedzielę udać się nad jakąś wodę.
Ale dzisiaj nie o pogodzie chciałam pisać a o łapaczach snów. Nigdy nie miałam, lecz gdy Diana jakiś czas temu podała nowy temat do naszego szufladowego wyzwania, od razu pomyślałam o takim tworze. Wyciągnęłam z szafki serwetkę zrobioną na szydełku, tasiemki, piórka, koraliki, mały dzwoneczek no i mój ukochany tamborek i z tego wszystkiego zrobiłam swój prywatny "amulet".
Powiesiłam go nad naszym łóżkiem i ... sypiam dobrze. Nie to, wcześniej miałam jakieś ogromne problemy z nocnymi marami, ale teraz mam dodatkową ochronę, przynajmniej tak sobie mówię ;).
miłego dnia
manita
