Tak kapryśnej wiosny już nie pamiętam. W ostatnim tygodniu zaliczyliśmy śnieg, deszcz i wiatr. Po kwietniowych upałach zimowe ubrania upchałam w szafy, ale ostatnio musiałam się z nimi przeprosić. Matury za pasem a nawet kwiatów na kasztanach nie widać. Całą zieleń stoi w miejscu rozglądając się za promieniami słońca, ja też. Tęsknię za cudownym i ciepłym majem. Za tą jaskrawą zielenią, pąkami na drzewach i śpiewem ptaków o poranku. Ostatnio nawet wyczarowałam sobie broszkę z filcu, tak w ramach rekompensaty.
Na moim balkonie kiełkowanie w stanie uśpienia. Najlepiej radzi sobie rzodkiewka i rukola, których maleńkie listki ciekawie zaczynają wyglądać znad ziemi. Szpinak i buraki nadal się zastanawiają, czy rosnąć czy spać. Pomidory i dynie nadal w domu na parapecie. Lipa moi drodzy. Na działce tulipany utknęły i w pąkach nawet nie myślą się rozwijać.
Z wielką radością przywitałam moje nowe grządki z palet, ale co z tego, jak temperatury nie pozwalają na uprawy.
Będzie cieplej? Błagam o słońce! Bliźniaki jadą w tym tygodniu nad morze na zieloną szkołę a ja się zastanawiam, czy do walizek nie zapakować czapek i kurtek puchowych. Wiosno przybywaj! Jesteś niezbędna i to już.