Witajcie.
No tak, zachciało mi się świątecznych wianków. Przygotowałam sobie wszystkie niezbędne przedmioty i ochoczo przystąpiłam do pracy. Z radością układałam na podkładach wszystkie elementy do czasu aż... gorący klej poleciał mi na palce. Bolało! W pierwszej chwili, w odruchu obronnym, chciałam zetrzeć tej cholerny gorący klej. Nie da się, zaręczam. Z pomocą przyszła zimna woda, która go ostudziła i pozwoliła zdjąć stwardniałą warstwę z paluchów, na szczęście bez skóry. Od kilku dni na pamiątkę na palcach prawej ręki noszę babrające się pęcherze. Normalna sierota ze mnie, ale za to twarda, bo wianki dokończyłam.
pierwszy, do pokoju- szyszki, żołędzie, mech i jabłka
drugi, na przedpokój- z kolorowych bombek
udanej soboty
manita