No i po jesieni. Zimno aż w uszy szczypie. Mamy już nawet warstewkę śniegu i darmowe ślizgawki na chodnikach, oj trzeba uważać na uzębienie.
Dzisiaj chcę Wam pokazać szaliki boa jakie poczyniłam na szydełku. Wszystko zaczęło się od kochanej Modrak, która przesłała mi motek śmiesznej włóczki. Później przeszukałam internet i na filmikach zobaczyłam jak się z taką włóczką obchodzić. Powstał jeden szal i tak mi się spodobało samo motanie szalika, że nabyłam dwa inne kolory włóczki.
Szaliki stały się prezentami, bo ja sama nie przepadam za tego typu ozdobami. Najbardziej podoba mi się w nich sam proces powstawania.
manita