Wczoraj wieczorem pojawił się. Pokrył moją okolicę białą kołderką. Śnieg! Czy się cieszę? Może nie do końca. Z jednej strony lubię krajobraz w bieli, z drugiej- jako ciepłolubny zwierz, już czuję te zimne poranki w drodze do pracy. Wychodząc na przeciw moim potrzebom zapewnienia sobie ciepła, zrobiłam czapę z kominem z grubej włóczki i wiecie co, to najlepsza czapka jaką do tej pory miałam. Jest gruba, ma grube sploty, fajny kolor i odpowiedni rozmiar, który nie "uklepie" włosów. Jestem z niej tak zadowolona, że nawet nie przeszkadza mi w niej metaliczna, delikatna nitka wpleciona we włóczkę.
I po raz kolejny zauważam, że pory roku decydują o technikach po jakie sięgam. Gdy tylko robi się chłodnej od razu kusi mnie szydełko i włóczki, o których latem mogę zupełnie zapomnieć.
trzymajcie się ciepło!
manita