Jak zapewne część z Was wie, żyjemy razem z trzema kotami. Szczerze mówiąc, jest to spore wyzwanie, aby zapewnić im pełną obsługę. Nakarmić, wypieścić, wybawić. Większa część obowiązków spada na moje osobiste barki. To ja jestem tą dużą, która napełnia miski, obcina pazury, czyści żwirek w kuwetach. Nie skarżę się, bo chłopaki potrafią się miłością odwzajemnić za tą posługę.
Już dawno miałam w planach przygotować im nowe legowiska a że ostatnio miałam chwilkę, wybrałam tkaniny i zasiadłam do maszyny. Uszyłam oponkę.
Gdy była gotowa, okazało się, że jej rozmiar bardziej odpowiadałby kociakowi. Postanowiłam, że uszyję większą a ta trafi do psinki rodziców. Powstała więc druga.
I co? Okazuje się, że to co dla mnie wydaje się lepsze, nie koniecznie jest dobre dla kota. Cała trójka orzekła, że najlepsza jest mała oponka, z której kocie boki wylewają się na zewnątrz.
no i kto zrozumie kota
manita